Nasi Ludzie: Poland Escape
Chcemy pokazać ludzi, którzy stoją za najciekawszymi wydarzeniami w różnych miastach. W naszym goingowym cyklu „Nasi Ludzie” prezentujemy kolektywy mające spory wpływ na kulturalne (i nie tylko!) życie miasta i które za swój cel obrały organizowanie znakomitych wydarzeń. Przed Wami kolejny wywiad, w którym rozmawiamy z twórcami mistrzostw Polski w escape roomach – Poland Escape!

Czym są projekty LockMe oraz Poland Escape – jaka jest ich idea, cel i założenia?

Bartosz Idzikowski: LockMe jest serwisem, które zrzesza wszystkie escape roomy w Polsce. Użytkownicy mogą je przeglądać, oceniać i recenzować. Ideą jest zebranie całego rynku w jednym miejscu i stworzenie katalogu wszystkich dostępnych miejsc w Polsce. Tak, żeby każdy mógł wybrać coś odpowiedniego dla siebie. Wspólnie z Grzegorzem organizujemy Poland Escape. Założenia? Po prostu świetna zabawa.

Potraficie wyróżnić najciekawsze escape roomy, te które cieszą się największym zainteresowaniem?

Bartosz: Wszystko zależy od preferencji gości. Obecnie jesteśmy na etapie pokojów trzeciej generacji i takim przykładem jest pokój Grzegorza – Obłęd. Powstawał prawie 1.5 roku, bo wymaga to właśnie takiego nakładu pracy i czasu. W pokoju znajdziemy…

Grzegorz Cholewa: …wszystko! Pokoje mocno się profesjonalizują, mam tu na myśli głównie sposób ich budowania. Na przestrzeni ostatnich 3 lat w pokojach zaczęły pojawiać się przeróżne urozmaicenia. Począwszy od scenografii, poprzez wszechobecną elektronikę i profesjonalnych aktorów, którzy biorą udział w zabawie razem z gośćmi. Widać to też po nakładach, jakie właściciele muszą zainwestować. Kilka lat temu można było zamknąć się w kilku tysiącach, obecnie to kwoty rzędu 100-150 tysięcy. Czas ludzi pracujących przy takim projekcie, wyszukane rekwizyty – powiedziałbym nawet – eksponaty, bo niektórych przedmiotów nie można dotykać, służą za scenografię. Kiedyś wystarczały zakupy w Castoramie czy innym sklepie z narzędziami. Teraz, żeby zaimponować graczom i ich czymś zaskoczyć, trzeba budować wszystko od zera.

Czym zatem charakteryzują się pokoje trzeciej generacji?

Grzegorz: Po pierwsze: rozgrywają się na znacznie większej powierzchni. W ścianach ‘schowane’ są kilometry kabli, pokoje są podrasowane elektroniką, czego oczywiście nie widać na zewnątrz. Wspomniana, dopieszczona scenografia, stworzona przez specjalistów. Zatrudniamy ludzi pracujących przy takich produkcjach, jak np. Quo Vadis czy Czas Honoru. Doskonale wiedzą, jak zrobić z pustych czterech ścian dowolną lokalizację. To są umiejętności, których w zasadzie ciężko się obecnie nauczyć, mają w tym fachu kilkadziesiąt lat doświadczenia. Myśląc o pokoju trzeciej generacji zaznaczyłbym, że to nie tylko zmniejszenie ilości kłódek i klasycznych szyfrów, ale również rozmach wizualny, na każdej płaszczyźnie. Są to pokoje totalne.

Idąc dalej: dobry escape room to taki, który posiada wciągający scenariusz. Czasami, ten proces przypomina rozmachem napisanie książki. Oprócz fabuły, opisuje on również emocje, jakie powinien doświadczać gracz, warianty decyzji, które podejmuje, a także ile czasu powinien poświęcić na rozwiązanie problemu. Powiedziałbym, że tworzymy coś na zasadzie algorytmu. ‘Punktem honoru’ jest dla nas moment, kiedy udaje nam się przenieść gracza w czasie i staje się on bohaterem filmu odgrywanego ‘na żywo’.

Poland Escape

fot. materiały prasowe

Jaką żywotność mają ER i czy trzecia generacja znacznie ją wydłużyła?

Bartosz: To trudne do określenia. W Polsce rynek ma dopiero 4 lata, a już wskoczyliśmy na etap trzeciej generacji. Nie wiemy, co będzie nawet za pół roku, tak szybki jest rozwój branży. Może ktoś wpadnie na coś tak genialnego, że zaraz dostaniemy czwartą generację?. Możemy jednak zauważyć, że trzecia generacja ‘osiadła’ i raczej wokół niej będą skupiać się teraz twórcy. Ze względu nakładów, jakie trzeba włożyć, nie spodziewałbym się raczej aż tak radykalnej zmiany. Escape roomy to na pewno ryzykowny biznes.

Grzegorz: Dużo się o tym teraz rozmawia w środowisku. Mamy pierwszy okres, kiedy część pokoi zaczyna się zamykać – głównie pokoje z pierwszej czy drugiej generacji, które są już nieco przestarzałe i nieciekawe dla odbiorców. Z drugiej strony, są też pokoje, które nieustannie od 3 lat są na topie. Zależy to m.in. od specyfiki miasta. Wrocław jest ośrodkiem studenckim, ale też turystycznym i te środowiska mają mocny wpływ na duży ruch. Sporo ludzi przyjeżdża do Wrocławia tylko po to, żeby zwiedzić escape roomy! Mamy na to dowody poparte badaniami.

Zatem, w jaki sposób przejawia się popularność ER w Polsce.

Grzegorz: To konkurencja dla tradycyjnych form rozrywki, na dłuższą metę nużących i powtarzalnych – kino czy kręgle. Pozwala to spędzić czas z przyjaciółmi w fajny, interaktywny sposób. Dodatkowo, budzi duże emocje – warto zwrócić uwagę na to, jak zachowują się ludzie po wyjściu z ER. Później idą rozładować je na piwku, dużo rozmawiają, przeżywają. Inny aspekt jest taki, że escape roomami mocno zainteresowały się firmy: organizują szkolenia, integracje czy stosują je jako element rekrutacji. Pracodawcy biorą np. 6-7 kandydatów do pracy i obserwują ich zachowanie, współpracę. Kto jest liderem, kto szybko rozwiązuje problemy etc. Oczywiście, ma to też swoje minusy i nie można zbyt pochopnie oceniać ludzi po takim doświadczeniu. To raczej dodatek do całego procesu.

Bartosz: Dodałbym, że popularność wynika też z uniwersalności. Jeśli porównamy inne rozrywki – paintball, laser tag czy rage roomy – które nie przyjęły się tak dobrze, to dostaniemy prosty wniosek. Stało się tak dlatego, że uczestnik musi posiadać jakiekolwiek predyspozycje – być wysportowanym czy kupić specjalistyczny sprzęt. ER nie są rozrywką wyższą i wymagają od nas jedynie pójścia w dane miejsce. Jeśli nie lubimy horrorów, wybieramy pokój przygodowy, jeśli lubimy kryminały, proszę bardzo, spędzimy miło czas. Jest szybko dostępna, stosunkowo prosta i odpowiednia na każdą kieszeń.

Powiedzcie coś na temat charakterystyki poszczególnych miast, ER różnią się od siebie względem lokalizacji?

Bartosz: Jeszcze chwilę temu dało się zauważyć znaczne różnice. Poznań stał solidnymi horrorami, natomiast Warszawa zdecydowanie wygrywała wystrojem i scenografią. W Bydgoszczy na 90% mogliśmy się spodziewać zagadki związanej z matematyką. A Wrocław słynął z wysokiego poziomu trudności. Obecnie się to wyrównało.

Grzegorz: Pamiętam zabawną sytuację, jak pojechaliśmy na zwiedzanie do Poznania. Lubią się tam straszyć i prawie zawsze jest jakiś aktor. Byliśmy wtedy w 10 pokojach i w aż 8 z nich wszyscy zaczynali w ten sam sposób: “byliście na imprezie, budzicie się rano w dziwnym miejscu i nie wiecie, co się stało…”. Gadka była ta sama, a wszyscy właściciele otwarcie mówili, że oni nie zwiedzają innych pokoi (śmiech).

A mamy jakiegoś lidera?

Bartosz: Popularność ER jest wprost proporcjonalna do ilości mieszkańców, więc z tej prostej przyczyny to Warszawa posiada ich największą liczbę. Jednak nie możemy mówić o konkretnym liderze. My staramy się promować Wrocław – bo tam się wszystko zaczęło, bo tam organizowaliśmy jedyną konferencję ER oraz robimy mistrzostwa Polski. Miasto jest bardzo przychylne tej idei i mocno nas wspiera. Staramy się stworzyć fajny wizerunek Wrocławia, jako stolicy ER.

Poland Escape

fot. materiały prasowe

Powiedzcie zatem coś o mistrzostwach Poland Escape.

Bartosz: W pewnym momencie stwierdziliśmy, że można takie mistrzostwa zorganizować. Przecież ER nadają się świetnie do rywalizacji – część osób celowo chce jak najszybciej przejść dany pokój. Uznaliśmy, że rywalizacja, podczas której ludzie będą się ze sobą ścigać to świetna forma promocji całego rynku. Powstaje coraz więcej profesjonalnych drużyn, które wręcz zawodowo jeżdżą po pokojach, mają swoje logo, koszulki i fanpage.

Same mistrzostwa dzielą się na trzy etapy: eliminacje internetowe, eliminacje lokalne i turniej główny. Pierwszy odbędzie się już 16 czerwca: ER wirtualny typu point-n-click, który wyłoni 60 drużyn, które przejdą dalej, do 2 etapu. Ten będzie lokalnymi eliminacjami w 5 miastach (Warszawa, Katowice, Wrocław, Kraków i Bydgoszcz) w całej Polsce. Dwie najlepsze drużyny z każdego miasta przechodzą do finału. 10 drużyn rywalizuje o zwycięstwo, a nagrodą jest wyjazd do Budapesztu, czyli miasto uważane za kolebkę europejskiego ER. Plusem jest fakt, że nasze zawody są rozrywką, nie mają wielkiej bariery kwalifikacyjnej, jak na Olimpiadę. Do eliminacji może przystąpić każdy, wystarczy mieć komputer i trochę wolnego czasu.

Oprócz nas, nikt tego nie robił. Może dlatego, że z takimi mistrzostwami wiąże się masa problemów organizacyjnych. Co zrobić, kiedy ktoś oszukuje, albo jak coś się zepsuje, jak porównywać drużyny? Nie istnieje żadna federacja ER, może kiedyś my taką stworzymy?

Trzeba też zaznaczyć, że jako pierwszy w tym temacie, rękawice podjął Red Bull i zorganizował coś na wzór naszych zawodów. Były to mistrzostwa świata ER, chociaż oficjalnie nazywało się to Mind Games. Powiem szczerze – nie wyszło im najlepiej. Mieli spory problem z wyłonieniem finalistów, ponieważ żadnej drużynie nie udało się wyjść z finałowego pokoju.

Czyli możemy mówić o duchu sportowym.

Bartosz: Tak, zdecydowanie, możemy o delikatnie sportowym duchu w kontekście ER powiedzieć.

Myśleliście kiedyś o transmisjach takich zawodów, jest to wykonalne?

Bartosz: Jak najbardziej. Red Bull zrobił taką transmisję. Wizualnie wyglądało to świetnie, problemem jest to, że człowiek stojący 5 min przed ścianą nie jest zbyt ciekawy dla widza. Możemy zdradzić, że finał Poland Escape będzie transmitowany na żywo. Chcemy w ten sposób wyjść do szerszego grona odbiorców.

W Azji, która słynie z dziwnych telewizyjnych programów, jest kilka poświęconych ER. W Polsce jeszcze takiego formatu nie ma, ale intensywnie nad tym pracujemy i wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym roku się to uda. W Izraelu jest świetny program, gdzie dzieci się ścigają, jest program na YouTube robiony przez firmę planszówkową i nazywa się po prostu Escape. 3-4 lata temu był też robiony przez Discovery program, swoją drogą bardzo słaby (śmiech). W Nowej Zelandii jest program, w którym zapraszają celebrytów z osobami towarzyszącymi. Także jest to wykonalne.

Jakie są wasze plany na przyszłość, wizja rozwoju środowiska?

Grzegorz: W pewnym momencie z pewnością nastąpi nasycenie rynku. Kilka lat temu mógł to zrobić każdy, teraz to grono jest węższe. Dzięki temu, pokoje są atrakcyjniejsze. Firmy ścigają się na jakość, czego efektem jest większa satysfakcja uczestników. Filmowa scenografia to must have. Ideą dobrego ER – nie zdradzając tajników branży – jest przeniesienie ludzi do miejsca, w którym nie będę mieli okazji się już znaleźć. Jeśli chodzi o przyszłość, kierowałbym się w jeszcze większą jakość.

A co z ekspansją poza Polskę?

Bartosz: Poland Escape na pewno odbędzie się za rok. Jeśli chodzi o wyjście poza granice kraju, tego jeszcze nie wiemy. Natomiast z obecnym know-how jest to jak najbardziej skalowalne. Jesteśmy w stanie to zrobić. Lock Me operuje w Niemczech, Austrii i Szwajcarii, a zaraz będziemy odpalać Stany Zjednoczone, gdzie znajduje się ponad 4 tysiące ER. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Naszym corem zawsze była i będzie Polska, to jest nasze oczko w głowie.

Zapisy do eliminacji Poland Escape odbywają się tutaj: https://polandescape.com/

Bartosz Idzikowski – pasjonat escape roomów, jeden z założycieli serwisu Lockme (marketplace dla branży funkcjonujący na rynkach w Polsce, Niemczech, Austrii i Szwajcarii) oraz współorganizator mistrzostw Polski w escape roomach, czyli Poland Escape – pierwszych i póki co jedynych krajowych mistrzostw w tej dziedzinie na Świecie.
 
Grzegorz Cholewa – współwłaściciel firmy Exit19.pl z Wrocławia, pasjonat i twórca escape roomów, producent filmów promocyjnych i sportowych oraz współorganizator mistrzostw Poland Escape.
Podziel się:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Instagram

Instagram has returned invalid data.

Follow Us!