Best of Going.: najlepsze małe festiwale

Wiadomo, że samo bycie małym, dużym czy średnim zwykle nie ma bezpośredniego wpływu na artystyczną jakość wydarzeń. Ale w momencie, w którym nie wysokobudżetowe, osadzone w raczej kameralnej przestrzeni festiwale wykorzystują wszystkie ze swoich opcji na dwieście procent, możemy mówić o sukcesie wartym większej uwagi.

Zamykamy rok i pokazujemy Wam najlepsze polskie festiwale – nie tylko te letnie, ale przede wszystkim miejskie i stawiające na promowanie niszy!


Avant Art Festival

Avant Art niezmiennie udowadniał swoją potrzebę popularyzowania wybranej niszy – zarówno na obu odsłonach, jak i poprzez artystów różnej rangi. We Wrocławiu spiętą unikalną myślą selekcję zaprezentowali w równie dobrym stopniu zarówno lokalny Baby Meelo, jak i JK Flesh czy Powell. Reprezentant XL Recordings zagrał również w Warszawie, tworząc imprezowe combo z Flowdanem, Regisem i Actressem. W zestawieniu z wcześniejszym stołecznym koncertem Babyfather wyszła nam bardzo udana próba pokazania trendów brytyjskiego undergroundu. Świetna idea wymagająca dużej uwagi!

festiwale going

fot. Rafał Kołsut, Avant Art

World Wide Warsaw

World Wide Warsaw pojęcie multi-venue zamienia na multi-pleasure – miesiąc koncertów i setów na naprawdę porządnym poziomie. Występy Thundercata, Samphy czy bohaterów Patio, Batuk czy Yusef Kammal zapiszą się w koncertowych highlightach tego roku. Kolejna edycja zapowiada się jeszcze bardziej ekscytująco, także wspomnień czar niech przekieruje Was po bilety na młodych zdolnych: King Krule, Kelea, Rejjie Snow, Playboi Carti, Boy Pablo, Amp Fiddler. No jak nie wow?

WROsound

WROsound jak zwykle nie zawiódł, wysuwając na wierzch line upu Addisona Groove’a. Ten przyciągnął zaledwie ułamek publiczności będącej na koncercie Coals, jednak nie oznacza to, że booking był nietrafiony. Osoby obecne na parkiecie nie zapomną junglującego obszernego danceflooru wykorzystywanego aż po zapalenie świateł (a nawet i dłużej). Dowód na to, że magia małych rzeczy i wydarzeń może być wynikiem ich kameralności.

Nowe Horyzonty: DJ LAG

Kiedy DJ Lag zaczął zwiedzać Wrocław, z miejsca zadecydował, że zostaje o jeden dzień dłużej. Zderzenie jego mentalności z odbiorcami, którzy nie czują się tak pewnie z elektroniką mialo dwa potencjalne finały. Urzeczywistnił się ten, w którym reprezentant Durbanu poruszył do dzikiego tańca prawie cały, zebrany i pod dachem i na deszczu, tłum tamtej nocy obecny w Arsenale. Historia doprowadziła do tego, że Lag w trakcie kameralnego afteru nagrał krótki kawałek dla znajomych z regime.Okazuje się, że gqom może być trudny w wymowie, ale nie w odczuwaniu. Dzień wcześniej na scenie zachwycał Zebra Katz, dzień później Actress. Finalne wrażenia?

festiwale

fot. Agata Opalińska

Soundrive

Na Soundrive obiektem największego zachwytu była zjawiskowa IAMDDB, która przyciągała do siebie nie tylko muzyką, ale i charyzmatyczną osobowością. Tak, jak brytyjska artystka jest osobą, do której trudno czuć niechęć, tak trudno zarzucić Soundrive’owi rażące wady. Jak zwykle wykorzystał przestrzeń i budżet w najlepszym możliwym stopniu, trafiając do trochę zaniedbanych ostatnimi czasy fanów brzmienia indie i dominacji żywych instrumentów i wokali. Na dokładkę mistrzyni zmysłowego performance’u – Sevdaliza, która przyjechała ze świeżą i chętnie zachwalaną płytą.

Distorted Festival

Zaproszenie projektu Ducktails pozwoliło na udowodnienie przez organizatorów Distorted braku akceptacji zachowań niestosownych, agresywnych czy natarczywych. Kilka dni po swoim warszawskim koncercie, Matt Mondanile został oskarżony o molestowanie seksualne przez grupę anonimowych kobiet. Trochę pecha po drodze się pojawiło – nie zagrał Love Theme, a Blue Hawaii pokrywali się z popularniejszym Robertem Glasperem. Tym bardziej doceniamy konsekwentnie realizowany cel i utrzymywanie jakości bez względu na przeszkody.

Festiwal Przemiany

Przemiany odbyły się z jednym z naszych częstych gości, przybywającym prosto z rozchwytywanych w tym sezonie festiwalowym Wysp Brytyjskich. Andy Stott, poruszający i zasłużenie popularny wśród polskiej publiczności – jako ten pewny i utwierdzający w przekonaniu, że warto. Demdike Stare z kolei prezentujący gatunkową swobodę twórczą, poruszający się po brzmieniu ze wstępnie postawionym celem eksperymentowania. Takie festiwale uwielbiamy – od melodyjnego UK garageu po rytmiczny breakbeat. Bo dlaczego nie?

Up to Date

I na koniec niezaprzeczalne crème de la crème, największy z najmniejszych, czyli regulujący polskie życie klubowe Up To Date Festival. Może to unikalna atmosfera Białegostoku, może gościnność i otwartość, może realizowanie słusznej idei, a w końcu pewnie wszystko zebrane w jeden opis. Ekipa szczodrze pozdrawiająca techno wie, jak szukać nietuzinkowości w 4×4 i nawet jeśli zdarzy jej się nietrafiony booking, pozostawia po sobie świetne całościowe wrażenie. Potwierdzenie tego, że najważniejszym budulcem takich eventów jest szczera pasja i bezkompromisowe realizowanie swojej wizji. Ukłon dla new schoolu poprzez zaproszenie Hewry, ambientowe perły Salonów czy też dekonstruujący pojęcie rave’u Lorenzo Senni. O takie festiwale walczyliśmy.

festiwale

fot. Krzysztof Karpiński, Up to Date

cover photo: fot. Paweł Zanio / solovsky.com

Podziel się:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Instagram

Instagram has returned invalid data.

Follow Us!